wtorek, 8 sierpnia 2017

Hattrick!

Trzeci dzień z rzędu udaje się przewietrzyć maszynę. Pogoda wciąż dopisuje - nie za zimno, nie za ciepło. Jedyny minus to bardzo mocny wiatr, który niestety będzie mi towarzyszył cały dzień.

Dzisiaj ruszam na północ od Tarnowskich Gór (okolice miejsca gdzie wczoraj skończyłem) i odwiedzam przeróżne pałace.

Jako że start dość daleko docieram tam autostradą, i muszę przyznać że XJ z dłuższą owiewką przy wietrze nie spisuje się za dobrze. Hałas, turbulencje powietrza na wysokości szyi, i podmuchy po każdym wyprzedzeniu tira. Mój sprzęt nadaje się raczej do spokojnego pyrkania do 110km/h bocznymi drogami. Autobana to nie jego żywioł.

Docieram jakoś do Tarnowskich Gór i zaczynam zwiedzanie od Zamku Tarnowice Stare (od nazwy dzielnicy) zwanego również Zamkiem Wrochema (od nazwiska fundatora). To dość duży kompleks składający się z pałacu, budynku z hotelem, gospody i jeszcze jednego budynku. Gospoda i pałac były zamknięte, hotel mnie nie interesował, więc po kilku fotach pojechałem dalej.

Pałac

Atrakcje ;)

Hotel

też hotel
Po kilku chwilach dojechałem do Rybnej i znajdującego się tam pałacu. Rozważałem przystanek na kawę, niestety żadnej gastronomi obiekt nie posiada, więc po raz kolejny po obfoceniu pojechałem dalej.

Pałac Rybna
Trzeci dzisiejszy przystanek był ostatnim miejscem które już kiedyś odwiedziłem. Był to kompleks pałacowy w Brynku. Składa się z dużego pałacu (wg mnie porównywalnego z pszczyńskim) w którym mieści się internat  i stołówka Technikum Leśniczego, oraz dziwnej konstrukcji w której siedzibę ma lokalne gimnazjum.
Więcej w opisie zdjęć

Pałac od strony parku. Budynek w dobrym stanie, ale obejście dość zapuszczone.

Pałac od strony zamku, po lewej widać kaplicę przypałacową połączoną z głównym budynkiem

Front. 

Po prawej budynek gimnazjum, po lewej część mieszkalna.

Wieża (podwójna) z bramą wjazdową, spinająca sąsiednie budynki
Dalej czekała na mnie bardzo przyjemna droga z Tworóga do Koszęcina - jest co prawda okrutnie prosta, ale biegnie przez sosnowe lasy, które nie dość że dają osłonę od wiatru, to jeszcze urzekająco pachną.Trochę żałuję że się tam nie zatrzymałem na chwilę, ale powstrzymywało mnie pragnienie kawy, które liczyłem że zaspokoję na kolejnym przystanku.

Liczenie się opłaciło, gdyż w Pałacu w Koszęcinie kawę dostałem. Mieści się tam siedziba Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Dzięki temu sam pałac jak i otoczenie są dobrze utrzymane (chociaż kolor budynku nie do końca do mnie przemawia). Kawa też była dobra (a kolor przemawiał)

Front

Pałac od strony dziedzińca

Samoyebka z twórcą zespołu

Panorama z dziedzińca
Po kawie i ciasteczku miałem siły kontynuować eksplorację. Następny na celownik poszedł Lubliniec z zamkiem.
Zamek Lubliniec. Porządny hotel, jednak dla mnie za sterylny.

Z Lublińca szybko się zebrałem do Kochcic zobaczyć tamtejszy szpital, który mieści się w pięknym pałacu. Z tym pięknym trochę przesadzam - budynek zasługuje na porządny remont, ale wiadomo jakie są na to szanse, gdy gospodarzem jest szpital.

Od zaplecza (czyli tam gdzie ręczniki się suszy)

podjazd od frontu

Front z parku
Zdjęcie sferyczne


Z Kochcic pojechałem jeszcze kawałek na północ do Patoki - z przekonaniem graniczącym z pewnością, że znajdującego się tam pałacu nie zobaczę. Guglowski streetview sugerował że teren jest prywatny, ogrodzony i niedostępny. Po upewnieniu się co do niemożności, zawitałem do sąsiedniego Sierakowa Śląskiego zobaczyć rozkradany i niezabezpieczony pałac, któremu bardzo brakuje troskliwego właściciela :/

Front i zachodnia pierzeja

Widok od strony parku - część okien na parterze i w piwnicy wybita - można wejść do środka.
Następnie zacząłem powrót w stronę Rybnika, czyli jazdę na południe. Przede mną ostatni punkt wycieczki - pałac w Gwoździanach. Od razu widać różnicę jaką robi odpowiednie zabezpieczenie budynku przed niepowołanymi gośćmi - cały parter ma zamurowane okna, oraz zabezpieczone drzwi.
Zakładając że ma niecieknący dach może w takim stanie trwać zdecydowanie dłużej niż jego kolega powyżej.

Front od strony parku

Pałac z tyłu
W Grwoździanach sprawdziłem ile mam do domu i wyszło mi że równe 70km lotem ptaka. jako że opcja lotu w wypadku XJ odpada postanowiłem wracać na kołach.

W ciągu dnia zrobiłem 241km i poza dokuczliwym wiatrem było świetnie.
Poniżej mapka trasy.


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Szybka powtórka z wczoraj z dodatkami.

Strasznie mnie swędziało, by odwiedzić miejscówki ominięte podczas wczorajszej wycieczki. Jako że pogoda była równie ładna co w niedzielę z samego rana wyruszyłem zwiedzać.

Pierwszy przystanek był jednak poza śladem wczorajszej eskapady. Na celowniku wylądowało kędzierzyńskie kuriozum - syfon rzeczny w nurcie Kłodnicy. Jest to przepust pod Kanałem Gliwickim którym poprowadzono rzekę. Powstał podczas budowy Kanału, tuż przed II wojną światową. Na miejsce można dojechać, chociaż "droga" raczej "dakarowa".

po lewej Kłodnica, na wprost Kanał Gliwicki

Kłodnica wypływa z syfonu
Zdjęcie sferyczne atrakcji


Zadowolony z tego że udało mi się zobaczyć jeden z dwóch w polskich "skrzyżowań" cieków wodnych, skierowałem się w stronę Ujazdu.

Zanim tam dotarłem poszedłem na spacer po pozostałościach Byłego Obozu Koncentracyjnego w Sławęcicach.

wejście

plan pododdziałów obozu


schron niedaleko obozu
Po zwiedzeniu pozostałości obozu ruszyłem dalej mając nadzieję że ponure myśli zostaną rozwiane przez kolejne atrakcje.

A tymi miały być pozostałości Zespołu Pałacowego w Sławęcicach. Wczoraj nie udało nam się trafić do nich wystarczająco blisko (oraz za bardzo nie wiedziałem od której strony najłatwiej do nich dotrzeć). Dziś było inaczej.
Najpierw trafiłem w okolice dziwnego pałacyku.

Pałacyk - bliżej się nie dało bez wchodzenia chłopu w szkodę
A potem po krótkim spacerze na żałośnie skromne pozostałości zespołu pałacowego

kiedyś było co oglądać

dziś niewiele :/
Tak, to wszystko co pozostało z pałacu. Po kilku powojennych pożarach ruinę rozebrano w latach siedemdziesiątych.

W tym momencie skończyłem podążać wczorajszymi śladami. Skierowałem sie dalej na północ w kierunku kilku zapisanych lokalizacji.

Zanim jednak kolejny pałac, krótka przerwa dla sponsora wycieczki ;)


Po pitstopie fotograficzno-popasowym pojechałem do Błotnicy Strzeleckiej.
Znajdujący się tam pałac jest podobnie jak okalający go park lekko zapuszczony. Niestety nie posiada nawet tablicy z rysem historycznym. Wygląda dość mizernie (choć szczęśliwie nie grozi mu zawalenie).

Pałac Błotnica Strzelecka
Kilka kilometrów na południe odwiedziłem w Kotulinie pałac w którym znajduje się szkoła podstawowa.

Widać jak na dłoni jak bardzo Pałac w Kotulinie zainspirował amerykańskich budowniczych wahadłowców ;)
Następnym przystankiem był Toszek. Zdecydowanie najładniejsza i najbardziej imponująca budowla w dniu dzisiejszym.
Kilka lat temu odwiedziłem zamek razem z Kubą, była więc okazja porównać stan atrakcji. Zmieniło się niewiele, poza tym że w poniedziałki kawiarnia nieczynna, co zmusiło mnie na popas udać się na rynek.

Brama od dziedzińca

Baszta

Brama z fosy
Zdjęcie sferyczne

Po szybkiej kawie na patelni jaką się okazał toszecki rynek udałem się do sąsiednich Kotliszowic, gdzie niestety odbiłem się od płotu podczas próby zwiedzenia ruin tamtejszego pałacu.

Dalej odwiedziłem Wielowieś, gdzie Urząd Gminy mieści się w ładnie odnowionym dworku.
Budowla jest o tyle dziwna, że jest połączeniem dwóch nie do końca pasujących budowli.

część prawa

część lewa
Otoczenie to bardzo ładny park z małym placem zabaw, mnóstwem trawy i starych drzew.
Kolejnym celem była Kopienica i kolejna szkoła podstawowa. Budynek był jednak na tyle normalny że tylko zerknąłem i bez zsiadania i fotografowania pojechałem do sąsiedniej wsi - Łubi.
Tam odbiłem się od bramy zamkniętego Domu Pomocy Społecznej. Służy on ludziom chorym psychicznie. Sam budynek przed końcem ubiegłego stulecia został gruntownie wyremontowany.

To był przedostatni punkt dzisiejszej wycieczki, oraz początek przemieszczania się na południe.

Ostatni przystanek to szpital w Kamieńcu. Pięknie położony na wzgórzu pałac z ładnym parkiem od strony północno-zachodniej. W parku, spośród bardziej lokalnych okazów, wyróżniają się imponujących rozmiarów tulipanowiec amerykański oraz miłorząb.

wejście

tył

od strony parku

tulipanowiec amerykański

Po tym przystanku przyszedł czas na powrót. Jako że było po 15 odpuściłem sobie przebijanie się przez Gliwice, i wróciłem do Rybnika autostradą.

W sumie pokonałem 182km i wciąż mi mało. Mam wrażenie że jutro ciąg dalszy...


niedziela, 6 sierpnia 2017

Test dakara

A więc Michał kupił sobie motocykl. Znowu.
Tak, wiem, to nic nadzwyczajnego u chłopaka, ale już fakt że się udało z tej okazji strzelić rundkę po Opolszczyźnie jest warty odnotowania.

Niedzielny poranek obiecywał miłą, chłodną atmosferę, z niewielkimi szansami na deszcz.
Wystartowaliśmy około 9 z planem powrotu w południe, kiedy to szansa opadów wzrastała.

Trasa dość nieskomplikowana i w sumie, w większości, już kiedyś przejechana, ale jak to podczas błądzenia kilka nowych miejscówek znaleźliśmy.
Ale po kolei.

Z Rybca ruszyliśmy na Rudy i dalej na Kuźnię Raciborską. Zarówno przed jak i za miejscowością mieliśmy szansę zobaczyć zniszczony las po lipcowej nawałnicy w tamtej okolicy. Drzewa jak zapałki - zarówno połamane jak i wyrwane z korzeniami z ziemi. W kilku miejscach było widać, że powalone drzewa zatarasowały drogę. Musiało to nieciekawie wyglądać z perspektywy lokalesów.

Za Kuźnią trafiliśmy na stadko motocyklistów, jak się później okazało był to skromny początek wielkiego wysypu wszelakich dwukołowców i ich kierowników, udających się (jak podejrzewaliśmy) na jakieś święcenie na Annabergu. Przez całą przejażdżkę lewa ręka tylko chwilami miała szansę spocząć na manetce, tylu ludzi mijaliśmy.

Kontynuując, przed Bierawą skręciliśmy w stronę drogi 408, by wkrótce z niej zjechać w kierunku Kędzierzyna (a dokładnie jego wschodnich rubieży). Przedzierając się przez las trafiliśmy przypadkowo na Były obóz koncentracyjny Sławęcice. Z drogi było widać kilka betonowych budynków - pozostałości po obozie. Jako że wycieczka miała polegać raczej na jeżdżeniu niż chodzeniu pojechaliśmy dalej. Z pewnością jednak wrócę na miejsce poszukać jakichś kleszczy w chaszczach ;)

Kierunek na Kędzierzyn nie był przypadkowy - znajdują się tam pozostałości zespołu pałacowo-parkowego. Po dojechaniu na miejsce wykonaliśmy dwie próby podjechania w bezpośrednie pobliże ruin, ale niestety teren okazał się ogrodzony i w rachubę wchodziła jedynie piesza eksploracja. Tą sobie odpuściliśmy (ja znów notując że trzeba tu samemu podjechać) i pojechaliśmy do Ujazdu na mały pitstop.

Celem były ruiny Pałacu Biskupów Wrocławskich. Kiedyś już to miejsce odwiedziłem, lecz od tamtego czasu trochę się pozmieniało. Resztki pałacu zostały zabezpieczone oraz wybudowano rozległy taras na wysokości 1 piętra nad ruinami. Miejsce jest trochę zapuszczone (zwłaszcza obejście z chaszczami), ale pozwala zerknąć na ruiny z góry, oraz pooglądać ładną okolicę.
wejście do ruin

wnętrze ruin z góry

taras i ruiny
Po kilku łykach wody i przekąsce sponsorowanej przez wyścig Tour de Pologne ruszyliśmy do głównego (i ostatniego) celu wycieczki - Pałacu w Pławniowicach.
Jako że odwiedzałem to miejsce po raz setny, nawet zdjęcia nie zrobiłem więc nie mam się czym pochwalić.
Michałowi miejsce się podobało, zresztą tak jak i na mnie przy pierwszej wizycie cała wioska zrobiła dobre wrażenie.

-edit dla Pilchowic Michała-
Pałac oraz kierownik wycieczki ;)

Jako, że było już po 11 postanowiliśmy wracać. Pobliska autostrada nie wydawała się kuszącą alternatywą, wybraliśmy więc boczne drogi i przez Kleszczów i Sośnicowice wróciliśmy do Rybnika.

Do pętli można by jeszcze dołożyć przejażdżkę przez ciekawe gliwickie osiedle Wilcze Gardło, koło którego przejeżdżaliśmy, ale czasu zabrakło.

Zgodnie z prognozą kwadrans po powrocie zaczęło kropić.

W sumie zrobiliśmy 114km. Było bardzo miło :)
Poniżej zapis trasy

środa, 14 czerwca 2017

Kilka nieodwiedzonych dotąd wież widokowych i pałaców

W czwartek przed Bożym Ciałem pojechałem (po raz kolejny) w stronę CZ. Główny cel to rozhledna Hraniční vrh, ale zanim tam dotarłem zaliczyłem kilka innych interesujących przystanków.

Sam początek relacji dość nietypowy, bo audio ptasiego szaleństwa we wsi Sułków (kocham pana!).
Zatrzymałem się na małe zakupy i przywitało mnie małe wariactwo
https://drive.google.com/open?id=0B3f-5hCyAEMbRmIzT0VFaXlBeWs

Po krótkim postoju z nagrywaniem i konsumpcją płynów skierowałem się dalej w stronę Czech.
Granica Rusin
Po przekroczeniu granicy moim celem był zamek Slezské Rudoltice.

Budowla dość okazała, ale dziwnie wyglądająca przez płaski dach. Dookoła świeżo założony ogród francuski - wszystkie rośliny w powijakach, poza okazałymi piwoniami, dzięki którym dookoła zamku pięknie pachniało.
zamek i ogród
"delikatnie" poprawiony przez Google front zamku
Poniżej panorama z zachodniej części zamku - tuż obok małego stawu


Kolejny cel to wspomniana już wieża widokowa, ale żeby nie było za łatwo urozmaiciłem sobie dojazd jadąc szutrem wzdłuż granicy przez Pielgrzymów.
Chciałem sprawdzić postęp przy odbudowie leżącego po czeskiej stronie kościoła św. Jerzego. Podczas pierwszej wizyty w tym miejscu kościół nie posiadał dachu, a drewniana wieża zwieńczająca budowlę była na skraju zawalenia. Jakiś czas temu dowiedziałem się, że grupa czeskiej młodzieży w ramach wolnego czasu stara się kościół odbudować.
kościół Pelhřimovy
Jak ze zdjęć widać dach i wieża już zrobione. W środku pustka i tona gruzu, ale idzie to w dobrym kierunku.

Kontynuując szutrami (i śliskim błotkiem) dojeżdżam do parkingu pod wieżą widokową i zaczynam piętnastominutowy spacer na szczyt Na Hranici i znajdującą się tam ciekawą wieżę widokową.
Wiem o jej istnieniu od dobrych pięciu lat, ale jakoś dotąd średnio mi się chciało zostawiać motocykl i łazić na szczyt. W tym roku chęci się zmieniły, więc idę.
dozo później...
Po kwadransie ukazuje się moim oczom imponująca kupa żelastwa
rozhledna hraniční vrch (taras na 561m)
Wieża widokowa powstała na bazie dwóch masztów telefonii komórkowej, które Město Albrechtice odkupiło i zagospodarowało w tak nietypowy sposób. Nie jestem pewien czy w CZ znajduje się rozhledna o podobnej konstrukcji.
Z góry piękny widok zarówno na polską, jak i czeską stronę. Widać Głubczyce, pobliskie Město Albrechtice. Pradziada niestety nie widać (jest zasłonięty przez inne wzgórze).
Albrechtice
Po powrocie do motocykla kieruję się do wsi Hoštalkovy zobaczyć tamtejszy pałac.
Pałac Hoštalkovy
Budowla leży na końcu wsi i jest częścią jakiegoś większego zakładu rolniczego. Innymi słowy - teren prywatny. Jako że nie ma żadnych tablic zakazujących wejście robię kilka zdjęć i jadę dalej.

Zachęcony młodą godziną kieruję się w stronę Krnova i wieży widokowej Ježnik. Jest to jedna z dwóch wież w tym mieście. Druga, murowana (i dużo popularniejsza) znajduje się na wzgórzu Cvilin.
Ježnika nigdy nie odwiedziłem - znów za sprawą konieczności zostawienia motocykla i spaceru.
Tym razem to zmieniam i po półgodzinnej wspinaczce docieram do drewnianej konstrukcji.
rozhledna Ježnik (taras na 566m)
Wieża powstała w 2001 roku na miejscu (i w kształcie) poprzedniej z 1894 roku (zawaliła się z zapomnienia i zapuszczenia po postawieniu wieży cvilińskiej).
Ze szczytu widać to samo co ostatnio, plus Pradziada (jak się dobrze zmruży oczy ;)
Podejście bardziej strome niż poprzednio, ale za to las dużo ciekawszy. Na samym szczycie widać dożo starych drzew owocowych (czereśnie, jabłka).
To był ostatni punkt dzisiejszej wycieczki. Do domu wróciłem najszybszą trasą przez Krnov-Opavę-Racibórz. W sumie zrobiłem 200km.
Kilka fot więcej w ALBUMIE